Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się

Szukaj

Zaloguj

Zaloguj się

Jesteś nowym klientem?

Zarejestruj się
Strona Główna/Artykuły/Czy Włosi pogrzebią handel emisjami (ETS)

PRAWO, FINANSE

Czy Włosi pogrzebią handel emisjami (ETS)

Włoski rząd Georgii Meloni znalazł sposób, by storpedować unijny system handlu emisjami ETS. Jeśli w ich ślady pójdą kolejne kraje, to możemy mieć już za chwilę bardzo skuteczny sposób na jedno z najdotkliwszych narzędzi Europejskiego Zielonego Ładu, które wyraźnie podnosi ceny energii elektrycznej w Unii Europejskiej. Ciekawy felieton na ten temat został opublikowany przez portal www.interia.pl


Data publikacji: 24.02.2026

Data aktualizacji: 24.02.2026

Podziel się:

Jest bardzo prawdopodobne, że przedstawiony właśnie przez rząd Italii plan to początek końca systemu ETS w Europie. Chodzi o inicjatywę przejęcia przez włoski budżet zobowiązań wynikających z ETS dla włoskich elektrowni. Tak, by nie przerzucały go na swoich klientów, czyli na obywateli oraz na biznes. Nie będzie to tanie. Ale może okazać się skuteczne.

Ambitne cele Unii Europejskiej

Obecnie we wszystkich krajach UE poddanych reżimowi ETS-u nawet połowa kwoty rachunków za prąd wynika z tego, że dostawcy energii zobowiązani są do kupowania tzw. uprawnień do emisji CO2. Mechanizm ów stanowi sedno unijnej polityki dekarbonizacji, która wystartowała  ruszyła w latach 2005-2008. I od tamtej pory jest stale zaostrzana w rytm kolejnych „ambitnych” celów klimatycznych, ogłaszanych przez Komisję i Parlament Europejski.

Za każdym razem, gdy unijni politycy forsowali w minionych latach kolejną inicjatywę w stylu „FitFor55” albo innej „neutralności klimatycznej” do roku 2050, to realną konsekwencją tych aktów było podkręcanie tempa dekarbonizacji. Zwykle poprzez obniżanie podaży certyfikatów emisyjnych. To z kolei nieuchronnie prowadziło do wzrostu ich ceny. Z 20 euro za tonę dekadę temu do ponad 100 w momencie kryzysu energetycznego i dzisiejszych 70 euro.

ETS – hamulec gospodarki

Włoska inicjatywa nie jest ani całkowitym odejściem od ETS, ani jego fundamentalną rewizją. Dlaczego więc jest tak ważna? Bo w fundamentalny sposób rozbija mechanizm fiskalnych zachęt w samym sercu ETS. Oto włoski rząd bierze na siebie całkowite koszty fukcjonowania ETS w zakresie produkcji energii. Likwiduje to pułapkę, którą w ETSie zaszyli lata temu jego twórcy.

Zwolennicy radykalnej dekarbonizacji chcieli bowiem stworzyć wrażenie, że istnienie systemu ETS jest w interesie rządów narodowych. To bowiem do budżetów państw członkowskich UE miały płynąć zyski ze sprzedaży uprawnień emisyjnych producentom energii. Pułapka była perfidna dlatego, że czyniła rządy wspólnikami w procesie łupienia ich własnych obywateli oraz przemysłu zielonym parapodatkiem.

I tak faktycznie przez lata było. Przemysł i obywatele płacili coraz droższe rachunki za prąd. Bruksela umywała ręce twierdząc, że ona korzyści z żadnych zielonych podatków nie czerpie. Z kolei zdezorientowane rządy używały uzyskane w ten sposób pieniądze do wybiórczego rekompensowania strat obywateli i firm.

Dopóki tak było to się wszystko jeszcze jakoś kręciło. Ale przestało. Bo na pewnym etapie tej chorej zabawy koszty społeczne i ekonomiczne systemu ETS zaczęły przewyższać możliwości płatnicze europejskich rządów. Zaś droga energia stała się już nie tylko dolegliwością, ale realnym hamulcem spowalniającym unijne gospodarki, co prowadzi do utraty ich konkurencyjności, nowej fali dezindustrializacji i spadku popytu wewnętrznego.

Początek końca?

Akurat Polska była jednym z pierwszych krajów, które podnosiły alarm. Od roku 2019 na każdym w zasadzie szczycie UE rząd Morawieckiego wracał z postulatem zawieszenia lub przebudowy, albo likwidacji całego systemu ETS. Wysiłki te były jednak blokowane i zamilczane przez dominujący wówczas w unijnej polityce liberalny establiszment. Następnie władzę w Polsce prawica straciła. Nasiona buntu zostały jednak zasadzone i zaczęły kiełkować w innych miejscach.

Włochy Meloni są właśnie takim miejscem, gdzie gotowość do konfrontacji z klimatycznym nonsensem w ramach unijnego establishmentu spotyka się z większą niż w przypadku Polski siłą przełożenia tego 60-milionowego kraju „starej UE”. Nie bez znaczenia jest strach liberalnej władzy we Francji i Niemczech, gdzie rządzący wiedzą, że muszą jakoś zaadresować problem zbyt drogiej energii przed wyborami, szykowanymi w tych krajach na lata 2027 i 2029. Mówią już o tym i kanclerz Merz w Niemczech, i prezydent Francji Macron.

Warto teraz obserwować, co się będzie działo z włoską legislacją dotyczącą ETS. Wiele wskazuje, że nowe prawo przyniesie spadek rachunków za prąd dla ludzi. Po drugie da ulgę przemysłowi, który ugina się pod kosztami dekarbonizacji. Po trzecie zniknie argument, że rządom opłaca się ETS, bo na nim zarabiają. Od teraz Włosi do ETS-u będą dokładać – i to sporo, bo nawet 3 mld euro rocznie. A to oznacza, że będą mieli zachęty do tego, by walczyć o rewizję, a może nawet o wyrzucenie całego ETS do kosza.

 

Źródło: www.interia.pl

 

Fot. Pixabay

Zobacz również


Przeczytaj