ZARZĄDZANIE
„Wnuczek” atakuje transport
CASE STUDIES: Najbardziej perfidne oszustwa w branży transportowej
Metodę na „wnuczka”, „policjanta” czy też innych przebierańców każdy w jakiś sposób zna, przynajmniej z opowieści. Przyznam szczerze, że nawet w mojej rodzinie była starsza osoba, która w swojej naiwności dała się okraść. Chwila nieuwagi, okoliczności życiowe, stres i umiejętnie dobrane socjotechniki powodują, że osoby niedoświadczone, naiwne, starsze i przestraszone dają się nabrać… i pach, po oszczędnościach życia.
Data publikacji: 07.04.2026
Data aktualizacji: 07.04.2026
Podziel się:

Pamiętam, że sposób, w jaki ją oszukano, był nader finezyjny. Starsza kobieta straciła nie tylko oszczędności, ale jeszcze przez swoją naiwność udostępniła oszustom możliwość wzięcia kredytu w aplikacji internetowej, którzy to następnie szybko je z konta wytransferowali. I możemy powiedzieć, że jesteśmy mądrzejsi. Nam się to nie przydarzy, bo my jesteśmy bardziej uważni, cwani, nigdy nam by się to nie zdarzyło, ale… właśnie „wnuczek” zawitał na rynek transportu. I to zawitał w swoich dwóch najgorszych odsłonach – czyli jako „spedytor” oraz jako „przewoźnik”. Oba sposoby są metodą na kradzież i, jakże by inaczej, czekają na „naiwnych”, nieprzygotowanych i nieuważnych.
Winne poniekąd są temu same przedsiębiorstwa, węszące okazje tam, gdzie ich nie powinno być, szukają, gdzie tu lepiej zarobić nawet na granicy ryzyka oraz próbują wszystkiego, by w jakiś sposób utrzymać się na powierzchni. Bądźmy jednak szczerzy – nikt za darmo nie daje super stawki tam, gdzie inni jeżdżą za o 200–300 euro mniej, albo też nie bierze frachtu, gdy wie, że nikt wcześniej nie chciał go zabrać, a tu nagle pojawia się „ktoś” i nagle zabiera ładunek poniżej kosztu. Takie rzeczy to już „pomarańczowe”, jeśli nie „czerwone” światełko i pewny sposób na przysporzenie sobie problemów.
„Wnuczek” jako „Spedytor”
Mamy tu do czynienia z dwoma mechanizmami. Po pierwsze, dostajesz super ofertę na przewiezienie towaru z punktu A do punktu B. Dostajesz godziwą cenę, cieszysz się, bo na tym ciężkim rynku taka stawka to skarb. Ofertę dostałeś mailem, dopinasz warunki, spedycja nie kłóci się nawet o krótszy termin płatności, mówi ci tylko, że jak odbierzesz towar, to mimo że w dokumentach, które dostaniesz, jest inne miejsce rozładunku, każe Ci jechać tam i tam, tam cię rozładują i możesz już słać dokumenty. Zadowolony, odbierasz towar, zawozisz, kierowca nawet pomaga w rozładunku, dosyłasz dokumenty i… nagle się okazuje, że ta firma tego ładunku nie przewoziła. Jak to? Już lekko poddenerwowany myślisz, że ta właśnie firma próbuje cię naciągnąć. Sprawdzasz dokumenty, zlecenie masz, daty się zgadzają, adresy OK ale… jakiś dziwny ten mail. Bo przecież duża firma nie musi używać poczty z gmaila, bo ma własną domenę. Sprawdzasz na giełdach, widzisz, że są inne, takie z domeną i chyba właśnie zaczynasz rozumieć, że ktoś zrobił cię na „wnuczka”. Zamiast zysku i dobrej stawki, może się okazać, że właśnie pomogłeś złodziejowi odebrać towar od innej firmy i przekazać go do pasera, którego w tym miejscu dawno już nie ma.
Bo ktoś zadzwonił do tego magazynu, zapłacił gotówką za przeładunek. Bo kierowca musi uciekać i podjedzie inne auto, magazyn zadowolony, a Ty jesteś stratny. Tam zapłacił gotówką 200 czy 300 euro za możliwość dostępu do rampy, a Ty wykonałeś za niego kradzież towaru. Towar znika, a za tobą zaraz ruszą organa ścigania, bo to ty jesteś jedynym prawdziwym podmiotem.
Drugi mechanizm jest podobny, z tym że towar dojeżdża zgodnie z miejscem przeznaczenia, ale spedycja, dla której wykonałeś usługę, nigdy go od załadowcy nie dostała. Ty zlecenie masz od firmy „słupa”, a ta, która dostanie zapłatę od klienta (a Tobie nigdy nie zapłaci), też ucieknie zaraz z rynku. A słup znika z długami od przewoźników. A chwilę potem ta druga firma zgarnie pieniądze od klienta i też dziwnym trafem nagle zniknie z rynku. Jeśli zrobi takich „numerów” kilkadziesiąt w 3 miesiące, może zniknąć nawet z kilkoma milionami za wykonane usługi i „wydmuszką” z równie dużymi długami od przewoźników, którzy boleją, że znów zostali oszukani. I kto się dał naiwnie nabrać jak przysłowiowy dziadek albo babcia?
„Wnuczek” w roli „przewoźnika”
Spedycje nie mają ostatnio lekko. Kilkaset upadłości firm transportowych, zmniejszona liczba podmiotów i pojazdów na rynku i nagle dostajesz maila od dużego przewoźnika. Pytanie jak na komunikatorze o twój ładunek, widzisz maila, że to ta firma, dogadujecie warunki, terminy, fixy, wszystko się zgadza, dostajesz info, że pojazd wysłany, sprawdzasz nawet u klienta, że jest już odebrany, zarobisz, jak tylko dojedzie. Rozładunek następnego dnia, rano piszesz zwyczajowego maila, jak tam? Czy będzie na czas, nie masz odpowiedzi. Dzwonisz, telefon zajęty, nie możesz się dodzwonić, sprytny spedytor dzwoni do kierowcy, odbiera jakiś kierowca, pytasz, o której będzie na rozładunku – a on Ci mówi – Panie, ale o jakim rozładunku w Niemczech pan mówi, jak ja teraz jestem w Hiszpanii. ŻE CO? A co Pan wiezie? – pytasz zestresowany. – Ja nie wiem, ale towar z Włoch do Hiszpanii. Jakich Włoch? Krzyczysz już w słuchawkę – przecież odbierał pan wczoraj towar w Holandii i dzisiaj miał być rozładunek w Niemczech. Właśnie zostałeś złapany. Na „wnuczka”, bo twój towar został odebrany, dokumenty pobrane, ale nigdy nie dotrze do adresata. Masz szansę znaleźć go w jakimś innym kraju, na bazarkach, targowiskach, w przypadkowej sprzedaży towarów, których nie da się wyśledzić. Będzie tańszy, okazyjny, ale nigdy już nie dotrze do adresata.
Strata? Dla klienta – wartości towaru, dla Ciebie – utracony klient, odpowiedzialność za towar, stresy związane z ubezpieczeniem, płatnościami, itp. A „wnuczek” śmieje się, że znów złapał kolejnego naiwniaka. I kolejnego, następnego, innego „frajera”, który nie wykonał w całości swojej roli.
Jak to działa? Wersja light i hard
UWAGA! To nie jest instrukcja, jak dokonać przestępstwa, ale jak działają mechanizmy. Po pierwsze – „wersja” light – zakładasz maila na „gmailu” bądź innej poczcie, która pozwala zrobić to względnie anonimowo i szybko. W nazwie konta wpisujesz np. info@transport-manager.pl (ta nazwa będzie ci się wyświetlać, więc będziesz raczej pewny, że dostałeś go z oficjalnej domeny, bo przecież nie wczytujesz się tak bardzo, że w mailu jest po prostu transport-manager@gmail.com. Tu transport, tam transport, więc wygląda profesjonalnie.
Albo wersja hard. Gdzieś w Indiach ktoś właśnie założył domenę transport-managers.pl i dostaniesz maila z adresu info, ale ta jedna literka „s” na końcu sprawia, że w internecie to zupełnie inny adres mailowy. Czytasz – jest adres? Jest – kto by tam pamiętał, że zamiast ABC Transport jest to ABC Transports i już jesteś złowiony. Reszta mechanizmu działa dokładnie tak, jak opisałem w obu przypadkach. Ktoś się w końcu złapie. Spedycja? Pewnie. Przewoźnik? A czemu nie, skoro cena pasuje? W ciężkich czasach jest dużo łatwiej, bo w oczach mamy „euro”, które pozwalają nam trochę odetchnąć. Dzwonek powinien zadzwonić, gdy nie masz tej osoby na komunikatorze albo nie da się z nim skontaktować. Warto też zawsze nowych kontrahentów prosić o dokumenty, dokładnie je sprawdzić, a jeśli jest możliwość – potwierdzić w firmie bezpośrednio: pracuje u Was taki? Miał taki ładunek? Potwierdzacie takie zlecenie? Bo inaczej będzie to narastało na rynku, a oszukanych będzie coraz więcej. I straty będą coraz to większe.
A co kradną?
Kiedy kilka lat temu ktoś włamał się do biurowca, w którym miałem swoje biuro, wezwana policja pytała mnie, co zginęło z mojego gabinetu. U mnie akurat nie było nic cennego, ale u sąsiadów zniknęły pieniądze, alkohole, mała elektronika, ale taka, która nie jest do wyśledzenia przez GPS czy GSM. Dlatego nie zdziwili się, że na moim biurku leżał I-phone, a złodzieje go nie ruszyli. Jak powiedział prowadzący śledztwo – to profesjonalny złodziej, nie chce dać się złapać, bo sprzeda coś, co potem doprowadzi go do niego. Kradną to, co szybko sprzedadzą. W transporcie jest podobnie. Spożywka, papier toaletowy, drobne AGD, ubrania, obuwie, artykuły przemysłowe gotowe do sprzedaży. Nie kupią półproduktów, bo nie ma ich jak wprowadzić w rynek, pusta puszka jest dla nich bezwartościowa, ale już narzędzia rolnicze są łakomym kąskiem.
Ostatnio usłyszałem, że pewna spedycja straciła jednego dnia 3 ładunki z mięsem, bo to właśnie w taki sposób udaje się je szybko sprzedać. Drobne AGD znajdziemy na bazarach, artykuły do czyszczenia czy chemię i kosmetyki też jesteśmy w stanie tam znaleźć. Warzywa, owoce, napoje – im nie da się wrzucić GPS czy wyśledzić po partii. I nawet przesyłki kurierskie, które ratujący się spedytor sprzedaje w ostatniej chwili, to dobry i łakomy kąsek dla takich „szybkich wnuczków”, których rano już nie będzie, bo mają gdzie zniknąć w całej mnogości towarów. Tak samo narażone są przesyłki e-commerce, dlatego duże firmy z tego rynku tak bardzo unikają spedycji i podwykonawców ich przewoźników. Bo wiedzą, że tego nie da się odzyskać, a straty mogą iść w setki tysięcy, jeśli nie w miliony.
To jak się mam zabezpieczyć?
Odpowiedź jest prosta – kontrola najwyższą formą zaufania społecznego – jak mawiali w czasach dawno minionych. Jeśli coś wydaje się podejrzane – skontroluj to w inny sposób. Obecnie jesteś w stanie szybko zweryfikować podmiot i maile oraz telefony (giełdy), wykaz pojazdów dla danej firmy (CEPIK, GITD), dane podmiotów (KRS) czy nawet właścicieli domeny (NASK). Jeśli po przesyłkę zgłasza się ktoś nie z giełdy – oznacza to, że musisz to sprawdzić bezwzględnie. Tych z giełdy powinieneś sprawdzać standardowo. Zakładaj, że wszystkie obiekcje działają na niekorzyść podmiotu, który kontrolujesz. Czytaj też fora. Tam dowiesz się, które z tych podmiotów są akurat obiektem „wnuczka”. Warto zastanowić się, czy niektóre „okazje” są rzeczywiście dobre. Bo – jak to mówi bardzo brzydkie przysłowie – „okazja czyni złodzieja” i oni tylko na to czekają.
Przede wszystkim informuj kontrahentów (spedycja, przewoźnik), że ktoś się pod nich podszywa. Niech w razie czego wiedzą, na co uważać, czego unikać i jak sprawdzać. Jeśli masz dowody – zgłoś na policję i organom ścigania. Zapewne niewiele to pomoże, ale przynajmniej wiesz, że zrobiłeś wszystko, by innych uchronić od takiego działania. Jeśli przestępcy będą wiedzieli, że twój adres jest „spalony”, to nie będą go używali. Bezwzględnie poinformuj o incydencie swojego ubezpieczyciela.
Jeśli zostałeś okradziony, a byłeś ubezpieczony – to ważne, by ubezpieczyciel nie dowiedział się na końcu. Staraj się poinformować kontrahenta, że taka próba mogła mieć miejsce – oni przecież nie wiedzą, że może być coś nie tak, a przy dyspozycji kilkuset ładunków w tygodniu oni też nie będą wczytywać się w każdego maila.
Sprawdź numery rejestracyjne i postaraj się ustalić, do kogo należą. Ostatnio widziałem właściciela firmy transportowej, który powiedział, iż jego to nie obchodzi, że ktoś używa jego numerów rejestracyjnych, ale jeśli ukradli mu „blachy”, a on tego nie zgłosił, może mieć problemy. Przygotuj też informacje, gdzie w danym momencie znajdował się dany pojazd, co robił, jaki ładunek miał, by zminimalizować ryzyko, że ktoś dalej będzie próbował podszywać się pod Ciebie, skoro pokażesz, że jesteś mocno przygotowany na atak. I najważniejsze – przeszkol ludzi, jak mają postępować w takich sytuacjach. Jeśli ktoś się pod Was podszywa, uczulcie znajome firmy. Przeszkolcie krótko klientów, jak i gdzie mogą pojawić się próby wyłudzeń i jak odróżnić oryginał od „wnuczka”. I PILNUJ PROCEDUR! Jeśli będziecie mocno pilnować procedur, zminimalizujecie ryzyko. Pytajcie kontrahentów, jeśli macie wątpliwość, bo tylko tak uchronicie się od problemów.
AI na ratunek!
Nowoczesne tachografy z funkcją śledzenia oraz elektroniczny CMR (eCMR) są narzędziem kontrolnym dla służb europejskich. Ale, paradoksalnie, analiza tych danych może pomóc ukrócić złodziejskie procedery. Bo jeśli monitoring pokaże, że dany pojazd i dany kierowca nie powinni być w danym miejscu, to gdzieś tam zapali się lampka, która powinna rozpocząć szybką procedurę kontrolną. Obawiam się tylko, że raczej nie mamy co liczyć na szukanie takich przestępstw i w początkowej fazie raczej skupi się to na wyłapywaniu wykroczeń kierowców i przedsiębiorców, ale może się mylę.
Zapewne wchodzący w Polsce KSeF również da odpowiedź, czy w jakikolwiek sposób uda się ograniczyć takie procedery. Jego efektem będzie przecież szybka informacja, że ktoś wystawił nam fakturę, na którą nie mamy pokrycia. Ale to już będzie za późno.
Konsekwencje z którymi musisz się liczyć!
Relacja wartości frachtów do wartości towarów jest nieadekwatna do podejmowanego ryzyka. Jedziesz za 1 tys. zł czy też 1 tys. euro z towarem, którego wartość przekracza np. pół miliona. To ułamkowa wartość towaru, a wielkie ryzyko, do którego dochodzą teraz nowe problemy. Jeśli dasz się złapać na „rażącym niedbalstwie” i niedopilnowaniu procedur – musisz liczyć się, że ubezpieczyciel będzie uciekał od odpowiedzialności. Właściciel towaru również nie będzie brał straty na siebie, a – jeśli będzie potrzeba – zablokuje ci płatności i poda do sądu za straty. Zapewne będzie chciał udowodnić, że nie dochowałeś należytej staranności oraz przerzucić na ciebie wszelkie ryzyka. Jeśli się nie wybronisz, to w najlepszym wypadku będziesz winny „kupę kasy”, a w najgorszym – możesz wręcz utracić płynność, popaść w mocne problemy finansowe, a nawet zbankrutować.
Dlatego warto poważnie traktować problem weryfikacji i „dmuchać na zimne”. Nigdy bowiem nie wiesz, przy którym zleceniu czai się „wnuczek”. Jego sposoby na pewno nie służą temu, by ciebie wzbogacić, ale raczej ku temu, by wzbogacić siebie, nawet jeśli będzie to nielegalne.

Beniamin Matecki
Niezależny ekspert branży TSL
Zobacz również


