FINANSE
Transport i logistyka to branże o najdłuższych terminach płatności
Firmy transportowe w Polsce upadają nie z powodu braku zleceń, ale sposobu, w jaki są one rozliczane. Płynność finansowa ciągnie przewoźników drogowych w dół. Dziś, w dobie zawirowań geopolitycznych stała się największym czynnikiem ryzyka i pogarsza się z miesiąca na miesiąc.
Data publikacji: 05.05.2026
Data aktualizacji: 05.05.2026
Podziel się:

Przy średnich terminach płatności na poziomie od 4 do 6 tygodni, wielu przewoźników już dzisiaj nie stać na ponoszenie bieżących kosztów operacyjnych. Tak nie musi być – przekonuje Grupa Berto, ekspert w realizacji projektów logistycznych dla FMCG i farmacji. Krótsze, przewidywalne terminy płatności powinny być standardem, bo są elementem stabilności całego łańcucha dostaw, a nie wyjątkiem od reguły.
Od 21 do 42 dni oczekiwania
Z raportu portalu Faktura.pl, podsumowującego sytuację w płatnościach w 2025 r., wynika, że sektor usług transportowo-logistycznych ma obecnie najdłuższe terminy płatności w całej gospodarce. Wynoszą one średnio od 21 do nawet powyżej 42 dni, przy średniej w gospodarce 13,7 dnia dla ogółu przedsiębiorstw. Co istotne, mimo relatywnie dobrej koniunktury gospodarczej, terminy te nie ulegają skróceniu. W części obszarów usług transportowo-logistycznych uległy wręcz wydłużeniu.
– Wydłużanie się terminów płatności pokazuje, że mamy do czynienia nie z przejściowym zjawiskiem, ale z utrwaloną praktyką rynkową – mówi Mirosław Andrzejewski, wiceprezes zarządu Berto KM Trans. – Model rozliczania funkcjonujący w branży TSL od lat opiera się na odroczonych płatnościach. W praktyce oznacza to, że pomiędzy czasem wykonania usługi a otrzymaniem wynagrodzenia powstaje duża luka finansowa, którą musi pokryć przewoźnik. To właśnie ona w największym stopniu obciąża dziś małe i średnie firmy transportowe.
Terminy płatności źródłem największego ryzyka
Ta luka finansowa powoduje utratę płynności finansowej i wpływa bezpośrednio na koszty operacyjne tj. paliwo, wynagrodzenia kierowców, leasing, utrzymanie floty. Przewoźnik musi te koszty ponosić, bo nie podlegają odroczeniu, a jego przychód w wielu przypadkach jest odsunięty w czasie o kilka tygodni, o ile nie pochłaniają go koszty pożyczek czy kredytów zaciągniętych na pokrycie kosztów stałych.
– W tym modelu przewoźnik nie tylko realizuje usługę, ale też ją kredytuje – komentuje Ellina Lolis, dyrektor generalna Berto Polska. – Przy obecnych kosztach i zmienności rynku to przestaje być neutralne, gdyż zaczyna bezpośrednio wpływać na stabilność firmy, a nie musi tak być – czas na przebudzenie branży TSL i powiedzenie stop takim praktykom – dodaje Ellina Lolis. ML
Czytaj więcej na: www.pracujwlogistyce.pl
Fot. Pixabay
Zobacz również


